Choroby

Nasze historie

Osoby z naszej społeczności opisują historię swojej choroby i przebiegu jej leczenia. Przeczytaj jak inni sobie radzą, wzajemnie się wspierają i walczą z przeciwnościami losu.

Lewa85
avatar

Witam, na rzs choruję od początku 2012r. Obecnie mam 30 lat i dwójkę wspaniałych dzieci. Druga ciąża była na początku choroby dlatego mogłam wtedy brać jedynie Metypred. Rzs zaczęło się u mnie "koślawym palcem " u stopy. Ortopeda stwierdził, że to haluks tylko rzadki bo u małego palca. Potem spuchł mi palec wskazujący prawej ręki i z tego właśnie powodu trafiłam do reumatologa. W między czasie miałam jeszcze ponoć "przewiany kręgosłup szyjny" ponieważ nie mogłam podnieść ręki do góry, schylić się, nie mogłam nic, nawet leżąc ból był bardzo silny. Dopiero później się dowiedziałam, że rzs to nie tylko problem z rękami ale mogą być zaatakowane wszystkie stawy. Po urodzeniu drugiego dziecka objawy bardzo się zaostrzyły. Dostałam Methotrexat, nie pomogło. Następnie lekarz dołożył Aravę, która wreszcie mi pomogła. Cały czas byłam przekonana, że remisja to będzie stan całkowitego "ozdrowienia" lecz okazało się, że to, że moje palce nadal są trochę opuchnięte i czasem coś tam poboli to już jest w moim przypadku remisja. Jak wyglądał u mnie stan zaostrzenia: straszny ból dłoni, do godz. 12 00 nie byłam w stanie nic zrobić, leżałam na łóżku zwinięta w kłębek i prosiłam żeby już przestało boleć. Stopy spuchnięte, że ledwo wciskałam je w adidasy a chodząc miałam wrażenie że idę na kołkach drewna. Sztywność kolan.To było straszne i boję się, że wróci. Od kilku dni bardziej puchną mi palce dłoni zwłaszcza jeden. Zaczyna powoli dokuczać poranna sztywność dłoni, jeszcze nie mocna ale jednak. Boję się co będzie dalej. Ale staram się nie łamać, przecież mam dzieci dla których muszę jakoś funkcjonować. W końcu jakoś to przetrwam, bo przecież nie mogę pozwolić żeby choroba mnie pokonała. Po chmurach zawsze przychodzi słońce i tak też musi być.

Pierwsza < 1 Ostatnia