Choroby

Nasze historie

Osoby z naszej społeczności opisują historię swojej choroby i przebiegu jej leczenia. Przeczytaj jak inni sobie radzą, wzajemnie się wspierają i walczą z przeciwnościami losu.

angieangie
avatar

Dziś jestem gotowa to wszystko opowiedzieć. Niestety to chyba moje ostatnie dni. Pierwsze objawy depresji zaczęły się kiedy miałam 12 lat. Zaczęłam się okaleczać po kłótniach z rodzicami, niepowodzeniach w szkole, zawodach miłosnych. Cięłam się różnymi ostrymi narzędziami po lewej ręce. Kiedy widziałam krew, czułam ulgę. Jakby wszystkie złe emocje odchodziły.. później już tylko szłam spać, gdy się budziłam było lepiej. Później zaczęły się myśli samobójcze. W wieku 15 lat miałam próbę samobójczą. Przyjęłam cały listek leku AFOBAM, który zażywał mój Tata. Nie byłam świadoma jego depresji nigdy wcześniej. U mnie w domu było dużo leków, bo moja Mama była pielęgniarką, nigdy nie patrzyłam "co jest na co i dlaczego jest u mnie w domu". Tego dnia wbrew pozorom miałam dobry nastrój. Byłam na wagarach z koleżanką, zrobiłam sobie kolczyk. Wróciłam do domu i wtedy już wiedziałam, że nie chce dłużej żyć.. moje problemy mnie przytłaczały.. oczywiście dało się je rozwiązać, ale nie wiem czy ktokolwiek to zrozumie - nie chciało mi się żyć. Wzięłam tabletki, zadzwoniłam do koleżanki.. rozmawiałyśmy, wyczuła, że bardzo dziwnie mówią. Przestałam też móc chodzić. Położyłam się na kanapie i obudziłam się dzień później w szpitalu. Miałam podejrzenie utraty wzroku, moje oczy nie reagowały na światło. Nie wiem dlaczego, ale chciałam żeby mi się coś stało, żebym była chora.. żebym była nieuleczalnie chora, odczuwałam przyjemność kiedy myślałam, że mogłoby tak być (zdaję sobie sprawę z faktu, iż to co piszę jest nienormalne i dziwne - spoko, nie jestem aż tak stuknięta, żeby tego nie wiedzieć). Wracając do szpitala.. nie mogłam chodzić, trzymać przedmiotów. Moi rodzice byli załamani. Psycholog.. pedagog.. żałowałam, że przeżyłam. Psycholog powiedziałam, że nie chciałam się zabić.. pedagogowi, że chciałam.. sama nie wiedziałam, głupie pytanie czy chciałam się zabić ! Po prostu nie chciałam żyć, a jeśli ktoś nie przeżywa tego to nigdy nie zrozumie ! Niestety tak jest. Dla nas to jest proste, zrozumiałe.. ludzie mówią: ale głupi.. tchórze ! jak można się ciąć?! .. nie da się nawet Wam tego wytłumaczyć, bo tego nie zrozumiecie. Musielibyście być chorzy, tak jak my, samobójcy. Po tym zdarzeniu było lepiej.. rodzice zaczęli na mnie zwracać uwagę, lecz do dziś wypominają mi co im zrobiłam i jak ich to zabolało. To nie była ich wina - normalny człowiek nie posunąłby się do samobójstwa - jestem po prostu chora. Dobry humor nie trwał długo. Starałam się nie okaleczać, uczyłam się jak sprawiać sobie małe przyjemności na poprawę humoru - to pomagało. Jednak depresja się pogłębiała.. rozstanie z chłopakiem było złą decyzją.. na rzecz związku z kimś kto mnie doszczętnie wyniszczył, zgładził.. kogo znałam od urodzenia. Człowiek, którego rodzice pokłócili się z moimi. Mój Tata od początku mnie ostrzegał, że zawiodę się na nim. Tak było.. po 8 miesiącach czułam się jak wrak człowieka.. oszukiwana, zdradzana, namawiana do narkotyków, dołowana, poniżana, odpychana.. zerwał ze mną, bo nie mógł sobie poradzić z moją depresją. ON nie mógł sobie poradzić. Poszłam do psychologa na prośbę mojej mamy, kiedy zadzwoniłąm do niej i powiedziałam, że od 24h nie mogę się ruszyć z kanapy. Rzuciłam studia. Straciłam chłopaka. Rodzice byli mną załamani.Czasem myślałam, że może ja jestem tym problemem.. to ja niszczę wszystko. Lepiej byłoby, gdybym odeszła.. nie mówiąc nikomu o problemie, żeby mnie nie zatrzymywali, nie próbować się ratować. Później spodobał mi się chłopak.. bardzo potrzebowałam kogoś bliskiego, kogoś do kogo mogę się przytulić, czuć miłość.. bliskość.. pożądanie.. bardzo mi tego brakowało. Jednak wybrał inną. Zabolało mnie to.. ukuło. Przekonana o swojej beznadziejności coraz gorzej znosiłam docinki koleżanek w żartach, traciłam pewność siebie i dystans do siebie. Poczułam się brzydka, niepotrzebna, co najgorsze NIENORMALNA i że nigdy się do nie zmieni. Moje dwie przyjaciółki, u których mieszkałam w pierwszych tygodniach przyjmowania Venlectinu i Mirtoru zostawiły mnie dzisiaj. Nie wiedzą już jak mają mi pomóc. Żartowały ze mnie przy chłopaku, który mi się bardzo podoba, zawstydzając mnie. To nie było nic, uwierzcie. Zabolało mnie to, wyszłam od nich z domu w nocy. Nie chciałam być nigdzie, po prostu chciałam zniknąć i obserwować wszystko z góry. Rozumiecie? Wiem, że nie. Dziś kiedy zostawili mnie znajomi, chłopak, dostałam 'kosza' .. mieszkam sama.. nie mam ochoty juz na nic. Próbuje sie ratować, ale nie umiem ! Cholera, nie potrafię i nie wiem czy dłużej chcę. Chcę dużo, chcę żyć, chcę podróżować, spełniać marzenia.. ale ja nie umiem się do tego zabrać.. nie potrafię się umyć, posprzatac w domu, wyrzucic smieci ! A co dopiero zyc naprawdę.. Tragedia, prawda ? Chciałabym się cofnąć parę lat.. kiedy się śmiałam.. kiedy jeszcze nie wiedziałam o tym, że jestem chora. Od kiedy to zdiagnozowano.. jest bardzo źle. Czuje, że nigdy nie będę normalna. Nigdy nikt mnie takiej nie pokocha.. ciągle płacze. Ciągle. Ostatnio było dobrze.. byłam wesoła. A teraz.. nie wiem co mowic w towarzystwie (zawsze bylam duszą towarzystwa).. nie chce mi się rozmawiać.. mam ochotę odwrócić się tyłem i być nie zauważona. Chcę umrzeć. I nie wiem czy to nie ostatni dzień mojego życia.

Pierwsza < 1 Ostatnia