Choroby

Nasze historie

Osoby z naszej społeczności opisują historię swojej choroby i przebiegu jej leczenia. Przeczytaj jak inni sobie radzą, wzajemnie się wspierają i walczą z przeciwnościami losu.

andromedae
avatar

Choruje na chorobe afektywna biegunowa z szybka zmiana faz. Mam przeskoki depresja- remisja- mania zazwyczaj co 2-3 dni. W pakiecie ´´zeby zycie bylo ciekawsze´´ dostalam rowniez leki paniczne. Choroba miala u mnie bardzo intensywny przebieg. Ponad trzy lata temu trafilam do psychiatry w bardzo powaznym stanie. Przez pierwsze dwa lata praktycznie nie mialam remisji. Moim zyciem rzadzila w pelni depresja, co kilka dni odzywala sie mania na kilkanascie godzin. ChAD nie bylo dla mnie az tak uporczywe... Ataki paniki towarzyszyly mi codziennie. Regularnie dusilam sie, mdlalam, wymiotowalam. W najgorszym okresie mialam kilkanascie w ciagu doby, z wycienczenia nie bylam w stanie chodzic. Moj umysl zgotowal mi pieklo. Choroba calkowicie mnie kontrolowala. W glowie mialam pustke. Zatracilam wszelkie wspomnienia. Czasami godzinami probowalam sobie przypomniec kim jest kobieta na zdjeciu, ktore stalo przy moim lozku..moja mama. To bylo trzy lata temu. Kazdego dnia pisalam w zeszycie co sie ze mna dzialo. Teraz czesto wracam do tych tekstow i zastanawiam sie skad wzielam tyle sily w sobie zeby probowac zyc. Udalo sie. Od roku nie biore lekow. Czasami remisja trwa nawet 1,5 tygodnia a depresja i mania 1-2 dni i sa bardzo lagodne w przebiegu. Codziennie bardzo ciezko nad soba pracuje, zeby przeskoki miedzy fazami byly jak najlagodniejsze. Przeskok mania-depresja z godziny na godzine zabija mnie wenetrznie. Czasami mam wrazenie, ze umieram. Robie wszystko aby remisja trwala jak najdluzej. Tydzien jest juz dobrym wynikiem pod warunkiem, ze potrafie zapanowac nad mania i depresja. Zapanowac tzn. funkcjonuje normalnie ale musze zmuszac sie do pewnych czynnosci lub eleminowac bodzce odpowiednio szybko, ktore nie pozwalaja mi sie zatracic. Na przyklad jak czuje, ze zbliza sie mania- zakladam sluchawki, puszczam muzyke i medytuje. Jestem z siebie dumna, ze tak daleko zaszlam. Chociaz ostatnio trace sily na ciagla walke z wlasnymi myslami. Dlatego zastanawiam sie czy nie wrocic do lekow. Moze to zabrzmi dziwnie... Ale moja choroba jest najlepszym prezentem jaki dostalam od zycia. Zaakceptowalam moja odmiennosc i nie chce wyzdrowiec- wtedy dazylabym do nieosiagalnego.Chce byc stabilna. SToczylam tak ciezka walke o swoje ´ja´, ze doceniam kazdy dzien. Gdy mam epizod depresji to uswiadamiam sobie ze zycie nie jest bajka disneya ale dalej jest kolorowy. Dni kiedy moj umysl podaza razem ze mna zamiast sie buntowac jest kwintesencja wolnosci. Otwierac rano oczy i sie cieszyc, ze slonce swieci to chec do zycia w czystej postaci. Z drobiazgow czerpie ogrom szczescia... Gdyby nie choroba to nie potrafilabym docenic momentow. Moje priorytety bylyby zupelnie inaczej poukladane. Jestem dumna z tego kim sie stalam i nigdy nie bylam bardziej szczesliwa niz teraz- pomimo ze czasami przychodzi czas, ze przegrywam z choroba. Dopoki po przegranej wstaje to znaczy, ze zyje.

Pierwsza < 1 Ostatnia