Choroby

Nasze historie

Osoby z naszej społeczności opisują historię swojej choroby i przebiegu jej leczenia. Przeczytaj jak inni sobie radzą, wzajemnie się wspierają i walczą z przeciwnościami losu.

adussia6
avatar

Kiedy wszystko się zaczęło ? Formalnie rok temu, realnie cofnęłabym się jeszcze pół roku wcześniej. Niesamowita nerwowość, budzenie się w nocy, często z poczuciem nieokreślonego lęku, myśli samobójcze, których sama zaczęłam się bać, w końcu zamknięcie się w domu na pół roku i nie do powstrzymania płacz dzień i noc, brak siły i chęci aby wstać z łóżka, umyć się, ubrać, zjeść. Brzmi jak slogany, jakieś utarte informacje na temat depresji, sama tak myślałam. Przecież mam 20 lat, muszę kontynuować studia, mam przyjaciół, imprezy czekają, życie studenckie. Mogłam mieć chandrę, za mną były dwie nietrafione (delikatnie mówiąc) „historie miłosne” w krótkim czasie. Ale czy nie takie jest prawo dwudziestolatków, aby szukać metodą prób i błędów ? Chandra nie przechodziła jednak. W końcu się stało – zrezygnowałam ze studiów, zrezygnowałam z życia. Podjęcie decyzji o wizycie u psychiatry było chyba jedną z najcięższych decyzji w moim życiu. Bo jak to tak: wejdę do gabinetu, usiądę, Pani Doktor zapyta się przereklamowanym „Jak się Pani czuje ?” „Z czym Pani przychodzi ?” i co ja mam powiedzieć ? Przecież mi słów zabraknie, zatnę się na amen, nie jestem w stanie nic z siebie wydusić. Bardzo dobrze wyobrażałam sobie tę wizytę jako totalną katastrofę. Już samo zapisanie się w Poradni sprawiło mi niemało trudności, zrobiła trzy podejścia aż w końcu się udało. Nadszedł czas wizyty. Pani Doktor okazała się być niezwykle miłą, pomocną i znoszącą moje opory osobą. Wdrążyła leczenie i zaleciła psychoterapię. I się zaczęła walka. Do czterech miesięcy leczenia następowała powolna poprawa. Pozwoliło to rozpocząć nowe studia, mogłam mieć nadzieję, że jeszcze trochę i wyjdę na prostą. Jednak wróciły stare demony. Przez osiem lat tego nie robiłam. Zaczęłam się znów samookaleczać… Nikt nigdy o tym nie wiedział. Mój stan tylko się pogarszał, leki już nie pomagały, a dostawałam coraz mocniejsze. Pewnego dnia, po odwołanej wizycie przez psychoterapeutkę, doszło do pierwszej próby samobójczej. Miałam wszystkiego serdecznie dosyć, nie miałam siły na tą walkę o siebie. Podcięłam sobie żyły, wystarczyło mocniej przycisnąć żyletką niż zwykle kiedy się okaleczałam. Nocna wizyta na szpitalnej Izbie Przyjęć, szycie rany przez chirurga, gadka szmatka o tym że nie warto, żebym pomyślała o tych ludziach, którzy są śmiertelnie chorzy a chcą żyć. Dobrze, że chociaż dostałam znieczulenie do szycia, a nie „za karę” chirurg szył mnie bez znieczulenia, bo wiem że i tak się traktuje niedoszłych samobójców. Wypuścili do domu nawet bez konsultacji psychiatrycznej. I dobrze. Mój stan się nie poprawiał ani trochę, mimo wdrążonych już nawet środków uspokajających. W końcu doszło do zmodyfikowania sposobu samookaleczania, zaczęłam upuszczać sobie krew. Nie miałam z tym problemów, studiowałam wcześniej położnictwo. Dzisiaj wiem, że upusty krwi wynikały z tak zaawansowanej depresji iż ujawniły się objawy psychotyczne, zaczęły mnie nękać urojenia, głównie winy i kary, jak również przekonanie iż moja krew jest nieczysta. W końcu doszło do drugiej próby samobójczej. Tym razem łyknęłam wszystkie tabletki jakie miałam pod ręką i znów podcięłam sobie żyły. I w ten sposób wycięłam sobie dwa dni z życia, pamiętam jedynie pewne przebłyski ze szpitali. Chirurg tym razem szył mnie bez znieczulenia, bo stwierdził, że „Ona i tak się sama nieźle znieczuliła”. Płukanie żołądka, zaintubowanie, aż odzyskałam przytomność na Oddziale Intensywnej Terapii. W szpitalach nic nie było nazywane po imieniu. Zawsze posługiwano się zwrotem „próba S” lub „po próbie”. Na OIOMie, kiedy już doprowadzili mnie do porządku, doszło do konsultacji z psychiatrą, która zdecydowała o przyjęciu mnie na oddział psychiatryczny. I tak minęły dwa i pół miesiąca mojego życia. Nie ma co pisać o oddziale, tam wszystko toczyło się swoim czasem i zasadami. . Strasznie się bałam oddziału psychiatrycznego, ale szybko się przekonałam, że nie ma czego, a dzisiaj nawet tęsknię za osobami i sytuacjami. Dzisiaj czekam na przyjęcie na Oddział Rehabilitacji Psychiatrycznej żebym mogła w pełni wyleczona wrócić na studia, do życia…

Pierwsza < 1 Ostatnia