Choroby

Artykuły

Zjedz dokładkę – więcej urośniesz?!


Zjedz dokładkę – więcej urośniesz?! Wielu rodziców i opiekunów uważa, że regularne i obfite karmienie dziecka niskorosłego poprawi jego szybkość wzrastania: „Takie małe – musi dużo jeść!” Nierzadko przyczynę wolnego wzrastania i niskiego wzrostu upatruje się w zbyt małym apetycie dziecka. Tymczasem nie ma takiej zależności.

Niedożywienie
Prawdziwe niedożywienie, obserwowane wyłącznie np. w czasach głodu, w poważnych zaburzeniach wchłaniania pokarmów w jelitach, w przypadkach chorób ogólnoustrojowych, oznacza niedostateczny dowóz energii i składników budulcowych. Przewlekłe niedożywienie prowadzi nierzadko do pogorszenia rozwoju fizycznego i niekiedy może wpływać na przyrost wysokości ciała.
Jednak nie należy mylić niedożywienia ze „słabym apetytem”. Nie ma miar apetytu - każde dziecko ma swoje indywidualne upodobania i zwyczaje. Większość przypadków „słabego łaknienia” u dzieci nie zostaje potwierdzona czasie oceny rozwoju fizycznego, co oznacza, że dzieci te nie ważą zbyt mało względem wysokości ciała.
To, co u dziecka zdrowego nazywamy „słabym apetytem” nie ma zazwyczaj jakiegokolwiek wpływu, ani na aktualne tempo wzrastania, ani na końcową wysokość ciała. Tak zwane „niejadki” rosną do wysokości zaprogramowanej w genach, tak samo jak dzieci uznawane za chętnie i dużo jedzące. Podstawowym pytaniem jest: co oznacza u naszego dziecka „słabe łaknienie”. Jeśli jest dzieckiem niższym od rówieśników, to jest niejako automatycznie dzieckiem „młodszym” biologicznie. Wyobraźmy sobie, że ma lat 8, a wysokość ciała i masę ciała 5-latka. Nie możemy wymagać, że będzie zjadało tak jak 8-latek. Jego „norma jedzeniowa” będzie taka jak u dziecka młodszego.
Warto też zwrócić uwagę na fakt potencjalnej szkodliwości zmuszania do jedzenia. Dziecko, tak jak i dorosły, ma swoje smaki i upodobania, ochotę lub brak ochoty na zjedzenia tej czy innej potrawy. Należy wolę dziecka respektować, oczywiście w granicach rozsądku, co oznacza, że nie zgadzamy się na objadanie się chipsami czy podobnym śmieciowym jedzeniem (takim terminem określa się atrakcyjne potrawy pełne „złych” kalorii i tłuszczu, które dzieci niestety uwielbiają!). Zmuszanie dzieci do zjadania posiłków może doprowadzić do wystąpienia poważnych zaburzeń zachowań, a nawet pojawienia się w późniejszym czasie jadłowstrętu psychicznego. Zadanie rodziców jest wobec tego nierzadko trudne!

Prawidłowe odżywianie
Być może wyda się to dziwne, ale nie wykazano dotychczas, aby polepszenie jakości posiłków czy naprawianie błędów dietetycznych wpływało na wysokość ciała.
- Na temat poprawy jakości wzrastania pod wpływem diety wiemy zbyt mało, od paru lat zespół badaczy z Izraela śledzi zmiany we wzrastaniu dzieci po skorygowaniu diety, wyniki są zachęcające, obserwowano korzystną poprawę wzrastania – pisze na forum TacyJakJa.pl prof. Andrzej Wiśniewski, pediatra endokrynolog - mówi nam dalej : „ W krajach o dobrze zorganizowanej opiece lekarskiej (mimo szeregu kłopotów Polska do takich się bezdyskusyjnie zalicza) i dużej świadomości obywateli trudno wyobrazić sobie prowadzenie badań, których celem byłoby porównanie szybkości wzrastania grupy dzieci niskorosłych, wymagających i otrzymujących preparat hormonu wzrostu z podobną grupą, tyle, że otrzymująca jedynie starannie dobrane posiłki. Aby wyniki były w pełni wiarygodne obie grupy dzieci należałoby „skoszarować”, pilnować nieustająco co i jak jedzą. To nierealne! „

Przekarmianie
Znany jest za to z pewnością skutek przekarmiania dziecka - nie poprawia jego szybkości wzrastania, a prowadzi w szybkim tempie do nadwagi, a potem do otyłości. Dawne przekonanie, że ten, który dużo je jest okazem zdrowia, już od dawna jest szkodliwym przesądem. Mało tego, nadmierne obciążenie codziennej diety produktami zawierającymi dużo białka może nawet grozić uszkodzeniem nerek, a podawanie nadmiaru syntetycznych witamin lub tzw. suplementów diety nie tylko zupełnie niepotrzebne, ale nawet w niektórych przypadkach jest szkodliwe.

- Od kilku lat narasta krytyka syntetycznych witamin i wiary, że łykanie tabletek powoduje idealną dostępność witamin i mikroelementów dla poszczególnych części naszego ciała. Pewna część łykanych witamin niestety nie wchłania się. Z tego powodu większość preparatów wielowitaminowych nie jest już od kilku lat zapisywana na receptę. Podstawą jest właściwe, zrównoważone odżywianie, przede wszystkim z dużą ilością świeżych i różnorodnych warzyw, a na „drugim miejscu”, czyli z większym umiarkowaniem, owoców. Warzywa zawierają mniej cukrów, a dużo tak potrzebnego błonnika. Należy unikać „sztucznych” soków z butelek i kartonów, zawierają niestety mnóstwo całkowicie zbędnego cukru, czyli dostarczają nam pełnnnnnoooo energii (kalorii), których przy siedzącym trybie życia nie mamy ani kiedy, ani jak wydatkować (spalić). Coraz wcześniej rozpoczynane uczęszczanie do szkoły powoduje coraz wcześniejsze unieruchamianie dziecka w sali szkolnej i ławce. Wyjściem z tej patowej sytuacji byłoby powszechne wprowadzenie do szkół 2 – 3 godzin zegarowych (nie lekcyjnych!) ruchu – sportu i rekreacji każdego dnia, a nie tylko 2 razy w tygodniu. Liczenie na to, że rodzice sami poślą dziecko na basen lub inne zajęcia sportowe jest złudne. Codzienna dawka aktywności fizycznej jak tak samo ważna jak demokracja czy wolność słowa. To co sami – jako ludzkość – sobie zgotowaliśmy jest przerażające. W pogoni za dobrobytem unieruchomiliśmy nasze mięśnie, jedyne miejsce w ustroju, w którym spalamy cukier. Chętnie i obficie dostarczmy do naszych organizmów energię zawartą w pożywieniu i … nie wiemy co z nią zrobić, gdyż coraz częściej potrzebne nam są tylko drobne mięśnie dłoni do obsługi urządzeń elektronicznych. Tropiąc w naszej diecie nadmiary energii, która w bezruchu MUSI zostać przekształcona w tłuszcz, warto pamiętać, że niektóre produkty zawierają tzw. tłuszcz ukryty. Szczególnie niektóre rodzaje nabiału, np. sery żółte czy topione. U dzieci ilości sera żółtego i topione powinno się ograniczać - wręcz restrykcyjnie wydzielać, a szczególnie jeśli dziecko już ma nadwagę lub wyraźnie się zaokrągla. Poza już wspomnianymi serami żółtymi i topionymi uważajmy także na desery mleczne, czy dosładzane jogurty, gdyż zawierają zazwyczaj zbyt dużo zbędnego tłuszczu i masę kalorii. Na szczęście prawo konsumenckie przychodzi nam z odsieczą – na każdym produkcie musi być umieszczona informacja o zawartości energii (kcal lub kJ) - radzi prof. Andrzej Wiśniewski .

Przekarmianie dziecka z nadzieją na poprawienie tempa wzrastania, prowadzi tak samo do nadwagi i otyłości, jak w przypadku dzieci z prawidłową wysokością ciała. W Europie już 20% dzieci poniżej 5 roku życia ma nadwagę, a 5% otyłość !
Według raportu International Obesity Task Force (IOTF) z 2005 r., w grupie dzieci w wieku od 5 do 11 roku życia Polska zajmuje drugie po Wielkiej Brytanii miejsce, wśród krajów, w których odsetek dzieci z nadwagą rośnie najszybciej. Z roku na rok coraz młodsze dzieci mają problem z nadwagą. Przyczyną otyłości u dzieci jest nieprawidłowa dieta oraz siedzący tryb życia.

Nadwaga i otyłość u dziecka zwiększa czterokrotnie ryzyko pozostania otyłym w wieku dorosłym, co w konsekwencji oznacza większe ryzyko wystąpienia zespołu metabolicznego, cukrzycy typu drugiego, chorób serca, nadciśnienia tętniczego, udaru, niektórych nowotworów oraz chorób przeciążonego układu kostnego.

A zatem naczelne dwie zasady:
1. Nie przekarmiać
2. Mierzyć i ważyć dziecko – a masę ciała odnosić do wzrostu (siatki wagowo-wzrostowe).


Na podst.
Rozmowa z prof. Andrzejem Wiśniewskim, pediatrą endokrynologiem, specjalistą patofizjologii wzrastania
Oraz Powikłania metaboliczne otyłości prostej u dzieci poniżej 10 roku życia. Endokrynologia Pediatryczna om. 9/2010 Nr 2(31)