Choroby

Artykuły

Pierwszy epizod psychozy – czy leczenie w domu jest możliwe?


Pierwszy epizod psychozy – czy leczenie w domu jest możliwe?

Jednym z celów psychiatrii środowiskowej jest leczenie pacjenta z problemami psychicznymi w jego własnym otoczeniu, bez konieczności hospitalizacji . W krajach, gdzie system opieki środowiskowej w ramach państwowej służby zdrowia jest dobrze rozwinięty, jest to praktykowany i ekonomiczny model leczenia.

Pierwszy epizod psychozy zazwyczaj wiąże się z hospitalizacją i leczeniem ostrej fazy choroby w zamkniętym oddziale psychiatrycznym. Jest to dodatkowym dramatycznym i stygmatyzującym wydarzeniem w życiu młodego człowieka. Niejednokrotnie hospitalizacja jest konieczna, jednak coraz więcej publikacji zwraca uwagę na fakt, że możliwe jest także otoczenie opieką chorego i jego bliskich w  domu rodzinnym. Opublikowany  w 2015 roku  raport z Yale University wskazuje na sukces programu interwencyjnego w leczeniu ostrej psychozy (Specialized Treatment Early in Psychosis - STEP) w miejscu zamieszkania. Badaniem objęto 111 młodych mężczyzn z objawami psychotycznymi, często związanymi  z nadużywaniem narkotyków. Program obejmował zarówno włączenie leczenia farmakologicznego, jak i terapię poznawczo-behawioralną, a także edukację chorego i rodziny. W opiece nad pacjentem brali udział lekarze, terapeuci i opiekunowie środowiskowi,  którzy odwiedzali podopiecznych regularnie w ich domach w ramach państwowej opieki psychiatrycznej. Po 12 miesiącach programu okazało się, że 77% pacjentów z programu STEP uniknęło hospitalizacji, a ci, którzy jednak zostali skierowani do szpitala przebywali w nim krócej niż pacjenci leczeni poza programem. Osoby leczone w domu były bardziej chętne do współpracy z psychiatrami i psychologami, a także chętniej podejmowały się terapii zajęciowej i pracy.

TacyJakJa.pl (TJJ):  Pani Profesor, czy leczenie pierwszego epizodu psychozy w domu pacjenta jest częste w krajach, gdzie działa sprawna psychiatryczna opieka środowiskowa? 

Profesor Katarzyna Prot-Klinger  (KPK): Często zapomina się, że taki program był już w Polsce realizowany. Moja pierwsza praca w początkach lat 80tych  to był właśnie Zespół Leczenia Domowego. Zespołów takich nie było dużo – około 10 – 15 w całym kraju, ale ich praca pokazywała, że leczenie ostrych psychoz w domu jest skutecznym, a także ekonomicznym sposobem leczenia. Moją pracę doktorską poświęciłam właśnie porównaniu opieki standardowej – ambulatoryjnej z opieką w ramach zespołu leczenia domowego. Okazało się, że pacjenci, którzy są objęci intensywną opieka środowiskową często przechodzą kryzysy psychotyczne w domu, co w sumie jest o połowę tańsze niż model opieka ambulatoryjna – szpital. Ważne jest rozróżnienie hospitalizacji domowej i intensywnej opieki środowiskowej. Pacjent był w okresach remisji pod opieką swojego terapeuty w systemie przypominającym ambulatorium, ale bardziej „aktywne” – terapeuta kontaktował się jeżeli pacjent nie przyszedł na wizytę, miał większą możliwość przyjęcia doraźnego w sytuacji kryzysu, częściej wizyty miały miejsce w domu pacjenta. W sytuacji kryzysu psychotycznego pacjent przechodził w tryb hospitalizacji domowej, o czym był informowany i wyrażał zgodę. Wizyty były co najmniej 3 razy w tygodniu, a zdarzały się dwa razy dziennie, dokumentacja pacjenta w okresie, kiedy ośrodek był zamknięty znajdowała się w szpitalu. Oznaczało to, że pacjent w każdym momencie może bez skierowania zgłosić się do szpitala. Jest traktowany trochę jak pacjent na przepustce – jest dla niego miejsce na oddziale. Dawało to poczucie bezpieczeństwa pacjentowi, rodzinie, a także terapeucie. Dużo teraz mówimy o reformie i Centrach Zdrowia Psychicznego. To właśnie było takie Centrum. To co jest ciekawe w programie STEP to zastosowanie modelu hospitalizacji domowej wobec osób nadużywających narkotyków. My nie mieliśmy takiej odwagi. Wydawało nam się, że tak trudno jest zapewnić abstynencję nawet w ramach oddziału, a co dopiero w domu. Myślę, że program STEP jest rezultatem innego podejścia do osób nadużywających substancji – oparcia się bardziej na budowaniu motywacji niż na kontroli.

TJJ: Czy sądzi Pani, że w Polsce taki model mógłby się sprawdzić, gdyby jakimś cudem zaczęła działać psychiatria środowiskowa? Na naszym forum widzimy wiele obaw pacjentów przed leczeniem w miejscu zamieszkania ze względu na silną stygmatyzację chorób psychicznych w społeczeństwie. Chorzy często ukrywają swoją chorobę przed sąsiadami, podróżują do psychiatry w innym mieście, aby zachować swoją chorobę w tajemnicy. Wiele osób wypowiadało się na forum, że nie życzyłoby sobie wizyt pielęgniarek i opiekunów w domu.
Może to polskie społeczeństwo nie dojrzało do takiego modelu?

KPK: Myślę, że obawy przed stygmatyzacją są bardziej wyobrażone, niż dotyczące rzeczywistej sytuacji. Może wyobrażenie jest takie, że pielęgniarka podjeżdża karetką w białym kitlu? Terapeuta środowiskowy, pielęgniarka, a także lekarz przychodzi jak każda osoba odwiedzająca w cywilnym ubraniu i od pacjenta i rodziny zależy, czy upowszechnią informacje o chorobie. Wszystkie osoby sprawujące opiekę obowiązuje oczywiście tajemnica. Spotykam się oczywiście w swojej pracy ze skrajnymi sytuacjami, kiedy pacjenci leczą się prywatnie, bo boją się, że zostaną zauważeni w Poradni Zdrowia Psychicznego, ale spotykam się też z sytuacjami, że z tego powodu ktoś wybiera wizyty domowe. Nie demonizowałabym problemów związanych ze stygmatyzacją. Oczywiście każdy ma wolny wybór – jeżeli wybiera leczenie szpitalne to może leczyć się nawet na drugim końcu Polski ze świadomością, że ogranicza tym samym korzyści, które wynikają z ciągłości leczenia – pozostawania w zdrowiu i chorobie pod opieką tego samego terapeuty. Zastanawiam się także nad psychologicznym wymiarem takiego wyboru. Wydaje mi się, że stygmatyzacja może być pretekstem do postawy „choroba to nie ja”, to coś co wydarza się co jakiś czas w odległej miejscowości. Ja tutaj, w domu jestem kimś innym, takim jak postrzegają mnie sąsiedzi. Myślę, że częścią leczenia psychologicznego psychozy jest zintegrowanie jej z całością osobowości i życia, zrozumienie co wyraża dekompensacja psychotyczna. Ale to już oddzielny temat…

TJJ: Dziękujemy za rozmowę