Choroby

Artykuły

Pracodawca wart przedstawienia – Stwardnienie Rozsiane


Pracodawca wart przedstawienia – Stwardnienie Rozsiane

Należę do portalu społecznościowego TacyJakJa.pl i jestem tam znana jako Chichotka. Choruję na stwardnienie rozsiane (SM) od 7 lat. Ze swojej poprzedniej pracy odeszłam sama. Pracodawca wiedział o mojej chorobie, a mimo to ciągle dokładał obowiązków i nadgodzin... Nie dałam rady po prostu. Byłam na kilku rozmowach w innych firmach i komukolwiek tylko wspominałam o SM, na tym kończyło się spotkanie rekrutacyjne- kolejnego już nie było... Postanowiłam, że następnym razem się nie przyznam, szczególnie, że nic nie było po mnie widać.

Kiedy p.Dominik Szastak przyjmował mnie do firmy „Presto” była to jednoosobowa działalność gospodarcza, prowadząca internetowy sklep sportowo-turystyczny. Obecnie jest to duża firma Ortens Sp.z o.o., a p.Dominik jest prezesem zarządu. Podczas naszej pierwszej rozmowy przekonałam obecnego Szefa do swojej osoby i do tego, że warto mnie zatrudnić. Nauczona poprzednimi doświadczeniami, nie wspomniałam o tym, że choruję na SM. Dostałam pracę, dzięki której poczułam się bezpiecznie i stabilnie.

Zajmowałam się pracą biurową. Nie myślałam o chorobie, aż do nadejścia rzutu. To było pozagałkowe zapalenie nerwu wzrokowego i tak się złożyło, że byłam akurat na urlopie. Spędziłam trzy dni w szpitalu na wlewach Solu-Medrolu i wróciłam do pracy, jakby nigdy nic się nie stało... Stwierdziłam jednak, że przy kolejnym rzucie może nie pójść tak łatwo, a ten „następny raz” przyjdzie zapewne szybciej, niż się spodziewam.

Postanowiłam więc się „ujawnić”. Powiedziałam o chorobie Pani Joli, mojej bezpośredniej przełożonej, i że może panu Dominikowi – mojemu pracodawcy - powiedzieć tyle, ile uzna za stosowne i w momencie, który uzna za właściwy. Do tematu nie wracałyśmy, a ja nie odczułam, aby stosunek kogokolwiek do mnie się zmienił. Następny rzut przyszedł rok później i tym razem nie miałam tyle szczęścia... Na jakiś czas prawie przestałam chodzić, a tego się ukryć nie dało.

Wróciłam ze szpitala, i pierwsza myśl – czy będę mogła wrócić do pracy? Na początku byłam bardzo słaba, ale chciałam wrócić jak najszybciej choćby po to, żeby się psychicznie pozbierać. Umówiłam się z panią Jolą, że wrócę od razu, ale jak będę zmęczona to po prostu kończę pracę wcześniej. Trzeciego dnia zostałam poproszona przez p. Dominika na rozmowę. Obawiałam się najgorszego – zupełnie niepotrzebnie. To była rozmowa, której obydwoje potrzebowaliśmy. Ja dostałam zapewnienie, że nie muszę się martwić o pracę, a jeżeli będą konieczne jakieś zmiany, które ułatwią mi funkcjonowanie – mam po prostu powiedzieć. Szef natomiast mógł mi zadać każde pytanie na temat życia z SM i samego SM. Na każde pytanie odpowiedziałam.

Wydaje się, że to niewiele, ale ja mam poczucie bezpieczeństwa, a dla mnie to bezcenne... Szef ma natomiast lojalnego pracownika, który chce pracować i wcale nie przebywa więcej na zwolnieniu lekarskim niż reszta załogi :)
Chichotka

TacyJakJa.pl (TJJ): - Panie Dominiku, co Pan sobie pomyślał, kiedy dowiedział się Pan o chorobie swojej pracownicy – nie wiedział Pan przecież o tym, kiedy ją Pan przyjmował…?

Dominik Szastak (D.SZ.): Pierwsze co pomyślałem to, że jest dzielna i doskonale radzi sobie z ciężarem psychicznym i fizycznym, jaki daje ta choroba. Faktycznie nie wiedziałem o tym, jak ją przyjmowałem, mogłem poczuć się wprowadzony w błąd. Jednak zdawałem sobie sprawę, że takie osoby mogą zostać odrzucone na etapie rekrutacji. Nie miałem żadnych pretensji.

TJJ: Czy miał Pan już wcześniej do czynienia z kimś chorym na SM? Co Pan wiedział wówczas o tej chorobie? Czego dowiedział się Pan od swojej pracowniczki ?

D.SZ.: Nigdy wcześniej nie miałem okazji poznać osobiście ludzi zmagających się z tą chorobą. Moja wiedza była bardzo ogólna, wiedziałem jakie są etapy choroby i jak wpływa na człowieka. W rozmowie dowiedziałem się więcej, a resztę od dr Google z internetu we własnym zakresie.

TJJ: Czy wiadomość o chorobie wpłynęła na zakres obowiązków Pana pracownicy?

D.SZ.: Mogę krótko powiedzieć, że nic się nie zmieniło w jej obowiązkach, sama zainteresowana też nie oczekiwała zmian ode mnie. Wszystko zależy od naszej kondycji psychicznej, wspomniana pracownica doskonale radziła z tą sytuacją. Ponadto ma wyjątkową cechę samodyscypliny, wyznaczania i osiągania celów, niektórzy to nazywają zawziętością - tacy ludzie się nie poddają, działają dłużej niż są możliwości:)

TJJ: Co Pan mógłby powiedzieć innym pracodawcom, którzy dowiedzą się o chorobie swojego pracownika?

D.SZ.: Nie panikujmy! Jak jest sposobność i potrzeba to pomagajmy. Czasami niewiele należy zmienić w organizacji, aby taka osoba nadal mogła wykonywać swoje obowiązki. Pamiętajmy, że nasza decyzja może mieć potężny wpływ na takie osoby i na ich życie.

TJJ: Oby było więcej takich pracodawców jak Pan. Dziękujemy za rozmowę i zapraszamy na zakupy do