Choroby

Artykuły

Opieka nad chorym ze stwardnieniem rozsianym w Niemczech


Opieka nad chorym ze stwardnieniem rozsianym w Niemczech

Witam
Chciałabym się z Wami podzielić swoimi zmaganiami ze stwardnieniem rozsianym. Pierwszy rzut nastąpił u mnie w dniu studniówki i było to zapalenie nerwu wzrokowego oka lewego. Diagnozę postawiono dopiero rok później i to też wiele nie zmieniło. Zostałam zapisana na listę osób oczekujących na interferon, ale neurolog sam mnie uprzedził, że może to potrwać nawet i dwa lata. Dla mnie świat się zawalił i myślę, że nie tylko mnie, bo wszystkie bliskie mi osoby bardzo na tym ucierpiały. Zaproponowano mi tylko udział w badaniach klinicznych (aby mieć dostęp do leczenia -przyp. red.), do których nie byłam za bardzo przekonana.

I wtedy pojawiło się światełko w tunelu. Dostałam propozycję wyjazdu do pracy do Niemiec. Obawy były bardzo duże, bo ani ja, ani mój narzeczony nie znaliśmy niemieckiego. Na szczęście praca tego nie wymagała. Wyjechaliśmy i zaczęliśmy pracę w fabryce z mięsem - praca nie za przyjemna, ale nie ciężka. Po przepracowaniu roku ( wtedy się otrzymuje prawa socjalne) poszłam do lekarki Polki, która tego samego dnia załatwiła mi wizytę u neurologa i okulisty. Miesiąc później byłam już w szpitalu po wszystkich badaniach, kolejny miesiąc później trzymałam w ręku interferon, za który nie zapłaciłam ani centa, bo jest w pełni refundowany.

Opieka w Polsce nie ma porównania z tą tutaj. Mam własnego opiekuna, który przyjeżdża, gdy tylko mam jakieś pytania, czy wątpliwości. Dostałam pełne osprzętowanie: torby termiczne na leki na wyjazd do Polski, sprzęt do domowej rehabilitacji, sprzęt który ułatwi mi aplikowanie leków. Osobiście jestem zachwycona opieką w tym kraju i każdemu, który ma możliwość tu przyjechać serdecznie polecam.

Obecnie jestem na chorobowym i chodzę na kurs niemieckiego, planuje zostać tu na stałe, bo w Polsce SMowcy nie mają takich możliwości, a tu lek jest refundowany tak długo dopóki lekarz nie stwierdzi, że lek już nie pomoże. Podejście lekarzy też jest zupełnie inne: kiedy mówię, że jestem chora na SM nie czekam na wizytę miesiąc tylko jeden dzień, lekarze są przyjemni, wyrozumiali i widać że chcą pomóc i że mają do tego możliwości. Jeżeli znajdę czas to będę również chodzić na rehabilitację, bo z tym też nie ma tu problemu. Mam również możliwość kontaktu z psychologiem, ale bez komunikatywnego niemieckiego to nie ma na tym etapie sensu.

Dopiero dzisiaj dostałam wiadomość z Polski, że mam zgłosić się na badania sprawdzające czy kwalifikuje się do podania mi interferonu - minęły trzy lata. Jeżeli udałoby się, znowu trafiłabym na koniec kolejki czekających na lek. Tutaj takie rzeczy nie mają miejsca, a opieka zdrowotna jest bez porównania do tej w Polsce.

Jeżeli ktoś miałby jakieś pytania dotyczące leczenia w Niemczech chętnie odpowiem (na forum TacyJakJa.pl). Naomi19